Polecam

poniedziałek, 30 października 2017

Wywiad z Lessem R. Hoduniem


Less R.Hoduń - w środowisku alternatywnym jest kojarzony głównie jako autor książki " Lekcja Paranormalności ". Po przeczytaniu odpowiedzi na pierwsze pytanie będziecie mieli państwo mocniej przybliżony obraz jego osoby.


1. Na początek proszę opowiedzieć o sobie.

Jestem osobą zajmującą się aktywnością artystyczną. Mieszkam w Policach (to jest miasto, koło którego leży Szczecin) i tutaj tworzę. Jestem wokalistą, muzykiem; komponuję, piszę teksty, aranżuję utwory. Zajmuję się też grafiką komputerową: projektuję logosy i inne tematy, m.in. reklamowe. Maszyna V-Line do ćwiczeń w podciśnieniu, której zaprojektowałem korpus, nazwę, logo, oznakowanie i system ekranów sterujących zdobyła Złoty Medal Międzynarodowych Targów Poznańskich. Wydałem tomik poezji pt. "targowisko różności" (www.less.net.pl/targowisko), który ubrałem w oprawę graficzną mojego projektu. Wydałem książkę "Lekcja Paranormalności", która jest drugą pozycją w prestiżowej serii "Nieznany Świat poleca". Nazwa, znak graficzny i stylistyka okładek tej serii także została zaprojektowana przeze mnie (więcej informacji: (www.less.net.pl/lekcja). Przez kilka lat byłem dziennikarzem jednej ze stacji RMF FM. W gościnnych wnętrzach Miejskiego Ośrodka Kultury w Policach organizowałem i prowadziłem coroczne sympozjum "Ukryta Rzeczywistość" wraz ze stroną www i cykliczną audycją o tej samej nazwie w Radiu Szczecin. Obecnie jestem wokalistą, autorem tekstów i grafikiem polickiej hordy Helless (www.helless.pl), z którą wydałem EPkę, a aktualnie przygotowujemy longplaya. Komponuję także muzykę na moją solową, autorską płytę o roboczym tytule "Crossroads". Przygotowuję również dwie książki o różnorodnej tematyce. To tak w totalnie telegraficznym skrócie.

2. Jak zaczęła się Pana przygoda ze zjawiskami paranormalnymi?

Trudno mi to dziś ocenić, ponieważ jak tylko sięgam pamięcią pasjonował mnie kosmos i to, co skrywa. Już jako kilkulatek prowadziłem zapiski zawierające fizyczne dane na temat planet Układu Słonecznego i czytałem o tym książki, które akurat mogłem dostać w pobliskich bibliotekach. Podobnie rzecz się miała z niezwykłymi opowieściami, którymi dzielili się bliżsi i dalsi członkowie rodziny przy okazji specyficznych okazji, jak wizyty u chorych osób, pogrzeby i temu podobne okoliczności. Zawsze byłem ciekaw świata, lubiłem odkrywać, poznawać, uczyć się nowego (bardzo np. lubiłem geografię), a tematy zwane "paranormalnymi" stymulowały niecodzienną zawartością do myślenia, ponieważ nie dawały się tak łatwo sklasyfikować; intrygowały i stawiały nowe pytania. Naturalną więc koleją rzeczy stało się sięganie z chęcią i głodem informacji po publikacje czy artykuły traktujące o "nieznanym". Każda kolejna lektura wyrabiała we mnie umiejętność wybierania takich materiałów, których autorom zależało na tym, aby przekazać w szczery sposób poruszane przez nich tematy; bo należy pamiętać, że każdy publikujący ma inne intencje odnośnie opisywanych spraw. Jedni przepisują to, co znaleźli i chcą to przekazać dalej, inni tłumaczą obce publikacje nie ingerując w treść, jeszcze inni chcą przejaskrawiać to, o czym piszą, bo mają taki charakter i nic dziwnego, że w pewnym sensie jest to automatycznie "wpisane w ich dowód". Czytając więc, słuchając, oglądając czy rozmawiając z ludźmi - poszerzałem moją świadomość i wiedzę. Pragnąłem przyciągać coraz więcej dobrych treści, czyli takich, które mogły mi dostarczyć możliwie rzetelnej informacji, zamiast bitej piany i fantazjowania. I takimi kryteriami kieruję się nadal, tyle że dziś mam o wiele bardziej wyśrubowane oczekiwania.

3. Napisał Pan książkę "Lekcja Paranormalności". Co Pana do tego skłoniło i o czym ona traktuje?

To w pewnym sensie oczywista kontynuacja tego, o czym wspomniałem przed chwilą. To naturalna potrzeba wyrażenia swojego stanowiska odnośnie tematów, którymi sie pasjonuję. One nie dość, że dostarczyły mi dużo dobrych informacji, to jeszcze ta posiadana wiedza stawia mnóstwo kolejnych pytań. Jeśli ma się umysł kreatywny, aktywny i niepokorny, to pewne działania muszą się wydarzyć; jak w tym przypadku publikacja książki. Nosiłem się z tym zamiarem od momentu, gdy pojawiły się moje działania w Miejskim Ośrodku Kultury w Policach. Było to m.in. coroczne sympozjum Ukryta Rzeczywistość, które organizowałem tam przez trzy lata wraz z kilkoma życzliwymi osobami. Do wystąpień na sympozja zapraszałem zarówno ludzi zajmujących się działaniami pozaakademickimi (astrologia, podróże astralne, jasnowidzenie), jak i przedstawicieli nauki (fizyka teoretyczna, psychologia, filozofia przyrody), aby jednoczyć poznawanie rzeczywistości i przełamywać bariery. Po tych spotkaniach byłem pewien, że powinienem podzielić się ze światem moim widzeniem tego, co uznawałem za rzeczywiste, a co spotykało się nie raz z nieeleganckim traktowaniem. Chodzi mi przede wszystkim o ludzkie uprzedzenia, ograniczenia mentalne, ale też czasem wyraźną niechęć tak w stosunku do tajemniczych, niepojętych zjawisk, jak i względem ludzi, którzy poświęcali się pasji poznawania tych obszarów świata. Od razu czułem, że książka powinna mieć taki właśnie tytuł, "Lekcja Paranormalności", ponieważ zamierzałem podzielić się konkretną wiedzą, spostrzeżeniami donośnie widzenia świata przez różnych ludzi. Miała to być swoista lekcja, aby po zapoznaniu się z nią być otwartym na traktowanie spraw "paranormalnych" w sposób zupełnie normalny; aby zacząć rozumieć, że rzeczy nie po to są, aby być, tylko że wszystko ma swoją przyczynę, swój sens. To, że jakiś "ktoś" sili się na wylewanie jadu, jakoby "on" czy "ona" w "takie" rzeczy nie wierzy, to nie znaczy, że to "coś" nagle przestanie istnieć, albo że wszyscy zmienią nastawienie pod dyktando tego "kogoś". Promuję książkę takimi oto słowami: "Lekcja Paranormalności to książka o tym, jak człowiek rozumie świat przez pryzmat jego tajemnic, których... nie rozumie". Publikacja jest esejem, czyli wypełniają ją moje komentarze np. odnośnie negtywnego nastawienia ludzi, którzy tytułują się posiadaczami zdrowego rozsądku. To przykłady różnych informacji, które prezentują dany temat z różnych stron. Książka składa się z kilku części. Jest duży i barwny w opisy dział traktujący o nauce akademickiej i o moich kontaktach z nią związanych; jest część poświęcona tej "drugiej", nienaukowej stronie uświadamiająca, dlaczego te tematy powinny być traktowane poważnie. Zamieściłem też dział z moimi artykułami, które pisałem na strony Ukrytej Rzeczywistości, Fundacji NAUTILUS, z którą przez kilka lat ściśle współpracowałem, serwisu NPN czy do miesięcznika Nieznany Świat. Jeden z działów przeznaczyłem na prezentację ciekawostek w postaci niezwykłych sytuacji z mojego życia, a inny dotyczy kwestii motywacyjnych związanych z duchowym i mentalnym rozwojem człowieka. Książka miejscami pisana jest bardzo poważnie, prawie że "naukowo", a czasami wręcz humorystycznie, więc nie tylko ci, którzy tematy "para" znają, na pewno ubawią się nie raz. Moi Czytelnicy dzielą się ze mną swoimi spostrzeżeniami i żywo reagują na to, co książka zawiera, pisząc np: "Oby jak największe rzesze czytelników zechciały po lekturze Twojej książki oczka przetrzeć :-)" czy „Rzeczywistość nie jest tak oczywista jakby się zdawało. Twoja książka może otworzyć oczy ludziom, którzy jeszcze tego nie widzą”. Szczególnie cenię zdanie tych, którzy uważają się za twardo stąpających po ziemi, a po lekturze mówiących mi, że zgadzają się z tym, co piszę. Być może dzieje się tak, ponieważ publikacja napisana została prostym językiem, który ułatwia i uprzyjemnia lekturę. A może powodem jest to, że prezentuję moje zdanie w luźny sposób i nikogo do niczego nie namawiam? Trzeba to przeczytać i ocenić samemu, bo jak powiedział mi po lekturze jeden ze znajomych: "No, gościu, dajesz równo do pieca!".

4. Których publicystów, badaczy nieznanego najbardziej Pan ceni?

Mógłbym wymienić kilka nazwisk... To np. holenderski anestezjolog dr Pim van Lommel, od lat badający w naukowy sposób przeżycia z pogranicza śmierci (NDE), co opisał w niezwykłej książce "Wieczna świadomość". Inny to szanowany lekarz z USA, absolwent Harvardu, naukowiec pełną gębą - dr Eben Alexander. Człowiek ten przeżył tygodniową śpiączkę po tym jak pałeczka okrężnicy całkowicie wyłączyła jego ciało i mózg na siedem dni, a pomimo to przeżył niezwykłe wizje. Jest autorem fascynującej książki "Dowód", którą napisał po powrocie z "drugiej strony". Przeżycie to "otworzyło" go na wiedzę pozaakademicką, którą dopiero wtedy zaczął odkrywać i był zaskoczony jak wiele jest publikacji związanych z jego doświadczeniem. Wcześniej, jak sam pisze, nauka była dla niego niczym religia i nie widział powodu sięgania po jakiekolwiek inne, niż naukowe materiały. Innym badaczem jest dr Raymond Moody w życzliwy sposób zajmujący się przeżyciami osób, które doświadczyły śmierci klinicznej i jego cykl książek ze słynną "Życie po życiu" na czele. Do nazwisk tych mogę dołączyć autora książki "Najbardziej zagadkowa czaszka", o odkryciu czaszki, która nie dość, że wygląda inaczej, niż czaszka ludzka, to do tego jej genom nie pasuje do żadnego wzoru w "ziemskiej bibliotece". Autorem tym jest Lloyd Pye. A tłumaczeniem książki na język polski zajął się mój serdeczny znajomy, Wojtek Bobilewicz. Kolejne nazwisko to Erich von Däniken opisujący przeważnie miejsca i rzeczy, które zwiedził osobiście, co wg mnie jest ogromnym atutem jego, jako poszukiwacza odpowiedzi na pytania wykraczające poza codzienność. Bardzo ciekawa jest to postać i lubię czytać jego książki, choć nie wszystkie prezentowane przez niego argumenty aprobuję. Czasem wręcz zastanawiam się z zaskoczeniem: „Po co, o tym czy o tamtym, w ogóle napisał?”. No ale wiadomo: takie jest prawo autora. Mimo to zauważam jego ogromną pasję w podążaniu przez świat tajemnic i autentyczność w szczerej chęci uzmysłowienia ludziom, że nie wszystko, co widzą, i o czym wiedzą, jest takie, jakie im się wydaje. Ja uważam tak samo i o tym piszę w książce "Lekcja Paranormalności".

5. Za jaką koncepcją pochodzenia UFO się Pan opowiada?

Zważywszy na niewielką wiedzę, jaką posiadamy na temat naszego świata i rzeczywistości, w której funkcjonujemy, to każda z teorii jest potencjalnie trafna. Być może pojazdy te, jak i ich załoganci, którzy nimi się poruszają, pochodzą z innych planet. W końcu nie sposób nie zgodzić się ze słynną maksymą, że gdyby tylko jedna, jedyna Ziemia była w kosmosie obdarzona życiem, byłoby to ogromnym marnotrawstwem. Ilości planet i gwiazd w przestrzeni nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, bo to jest nie do pojęcia przez nasz mózg, notabene tak skonstruowany, aby ograniczać świadome postrzeganie. W tak niewyobrażalnym bogactwie ilości i różnorodności światów z pewnością występuje wielość opcji, kóre można byłoby uwzględnić jako możliwe do zaistnienia. Mogą to być zatem planety suche, wilgotne, gazowe, zamieszkałe przez mikroby, stworzenia proste, istoty inteligentne itd. O czym opowiada "Solaris" Stanisława Lema? O planecie, która cała jest jednym żyjącym, świadomym organizmem. Czy możliwe więc, że istnieją istoty, byty czy całe cywilizacje wyglądające tak, jak nawet tego byśmy nie podejrzewali? Uważam, że tak. Mogą odwiedzać nas tacy w wielu innych postaciach i za pomocą innych, niż jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, środków transportu. Jednak jeśli już mówimy o konkretnych, widzialnych obiektach, jak te zwane UFO, to przecież choćby rejestracje satelitarne pokazują niejednokrotnie, że w naszej atmosferze lub tuż poza nią poruszają się takie obiekty. Do tego robią to w taki sposób, że przechodzi to ludzkie pojęcie w kontekście choćby tego, co mówi fizyka i tzw. zdrowy rozsądek. Mogą też takie pojazdy z poruszającymi się w nich postaciach pochodzić jednak z naszej planety, lecz z innego czasu lub innych wymiarów Ziemi; ale "stąd". Bo zauważmy, że oglądając nagrania z satelit widzimy, że te obiekty poruszają się równolegle do powierzchni Ziemi, a nie prostopadle. Mówi się też, że to jesteśmy my, ludzie, ale z przyszłości, gdy posiedliśmy wiedzę o poruszaniu się w czasie. Czyż to nie jest związane z niektórymi opisami, że "nagle" coś się pojawiło lub było i zniknęło? Tak zdarzyło się chociażby w słynnej sytuacji nad Los Angeles, chyba w 1942 roku, kiedy to na nocnym niebie zjawiły się obiekty nie wiadomo skąd i dostojnie przemieszczały się po niebie. Słynne jest nocne zdjęcie obiektu w smugach reflektorów obrony przeciwlotniczej, która strzelała do niego tysiącami pocisków. Obiekt niewzruszenie płynął po ciemnym nieboskłonie, aby niebawem po prostu zniknąć. Mówi się, że w przyrodzie nic nie ginie, dlatego uważam, że ta teoria może być bliższa prawdy. Bo przecież o wiele prościej i szybciej, wg naszego, ludzkiego rozumowania, jest przemieścić się między bliskimi sferami przestrzeni; czyli inny wymiar, ale w tym samym miejscu. Jednakowoż, jak zakłada teoria zaginania czasoprzestrzeni, być może istnieje możliwość przemieszczenia się w mgnieniu oka na drugi koniec Wszechświata. Tak więc, jak długo jeszcze będziemy na siebie się boczyć, bo jedni to niby "wszechwiedzący", bo nauka i zdrowy rozsądek, a drudzy to "fantaści" - tak długo będziemy głęboko w czarnej... dziurze, zamiast otworzyć się na siebie, na Wiedzę i zaufać sobie nawzajem i swoim możliwościom. A tymczasem, w formie uzupełnienia odpowiedzi na to pytanie, stwierdzam za Einsteinem: "Wszystko jest względne".

6. Co się dzieje z nami po śmierci według Pańskich założeń?

Narodziny, życie i śmierć to tylko etapy cyklu, który wygląda na to, że jest powtarzalny. Czyli: tak, odradzamy się inkarnując ponownie. Wiedza, która dociera z książek, artykułów, ale też z personalnych obserwacji i rozmów wyraźnie próbuje to potwierdzać. Jednak ludzkie postrzeganie rzeczywistości jest mocno ograniczone, dlatego trudno czasem niektórym zaakceptować, lub choćby zrozumieć to, że po śmierci istniejemy nadal (to zarówno kwestia otwartości na taki stan reczy, jak i wewnętrznych potrzeb jednostki). Gdyby tak nie było, tylko zamiast tego człowiek umierając znikałby, przepadał, totalnie wyparowywał (jak to głoszą specjaliści od "zachowania zdrowego rozsądku za wszelką cenę") - byłoby to zaburzeniem struktury funkcjonowania Wszechświata. Przecież wszystko zdaje się mieć swoją cyrkulację: pory roku rotują nieustannie; dzień przechodzi w noc i odwrotnie; dni tygodnia, miesiące powtarzają się; co cztery lata powtarza się rok przestępny; pada deszcz, aby potem wyparować, skroplić się i znowu opaść; uprawy roślin też mają swój obieg na jednym polu, kiedy raz uprawia się jedno, potem co innego, aby po jakimś czasie znowu do tego powrócić... Albo to, że składniki cząsteczki atomowej cały czas obracają się wokół jądra; planety nieustannie krążą wokół swoich słońc; układy słoneczne wędrują wokół centrum galaktyk itd. Przykładów można by mnożyć. I gdyby nawet poznawać wiedzę na ten temat w oparciu o przeczytane książki czy obejrzane filmy lub wysłuchane dobre audycje, to nic tak nie wpływa, jak osobiste kontakty z takimi przypadkami; szczególnie gdy osoby, u których w rodzinie występują takie okoliczności, są nam dobrze znane i darzone przez nas szacunkiem. Bo to nasi przyjaciele, krewni czy życzliwi znajomi, z którymi mamy super relacje i najnormalniej w świecie ufamy im. Kiedy darzymy się wzajemnym zaufaniem - nie sposób podejrzewać, że nagle taka osoba może chcieć nas wkręcać w jakąś głupotę. Jeśli zatem słyszymy o czymś totalnie niecodziennym, to oznacza tylko tyle, że jesteśmy dla takiego kogoś kimś specjalnym, komu daną informację taka osoba zdecydowała się powierzyć. I jeśli umiemy czytać z mowy ciała czy z intonacji wypowiedzi - możemy się zorientować jak bardzo osoba opowiadająca przeżywa to, o czym nam opowiada. Ja wielokrotnie widziałem i czułem ile odwagi potrzebowały osoby (które wcześniej znałem i miałem na ich temat bardzo dobrą opinię) opowiadające mi o czymś, co przeżyły, a co według nich wykraczało poza sferę zdrowego umysłu. Nie raz zdarzało się, że byłem świadkiem aktywności dziecka, które zachowywało się tak (jak twierdziły osoby opowiadające), jakby robił to członek rodziny, który zmarł jakiś czas przed narodzeniem owego dziecka. Bywało też tak, że znałem osobę wraz z jej charakterem zachowania, która odchodziła z tego świata, a po jakimś czasie sam mogłem obserwować zachowanie dziecka z danej rodziny, które niejako kopiowało zachowanie osoby już nieżyjącej. I nie chodzi o to, że też lubiło się śmiać, że miało włosy takiego samego kolru czy dównież lubiło kotlety, ale o unikalne grymasy twarzy, specyficzne powiedzenia czy przybierane pozy ciała, które były wręcz jakby odkalkowane od "pierwowzoru". Taka osobista konfrontacja to zupełnie inny gatunek wiedzy, który zamiata wszystko inne w kąt; choćbyśmy nie wiem jak mądre książki przeczytali!

7. Napotkał Pan na aktywność demoniczną? Jak sobie z nią radzić?

Tak, miałem niestety do czynienia z zachowaniami, które można tak określić, ale było ich chyba nie więcej, jak trzy. Dwa z nich były dość wyraziste i wpływały, a raczej próbowały wpływać na to, co było związane ze mną. Na szczęście w dobry sposób te sytuacje odeszły z mojego życia. Jak sobie z tym radzić? Myślę, że każdy może to robić w inny sposób, bo każdy człowiek ma swoją drogę i innymi kryteriami tworzy swoją rzeczywistość. Ja używałem do tego spokoju i dobrego nastawienia. Gdy konsultowałem takie sytuacje z osobami, które mogły mi pomóc fachową wiedzą w zorientowaniu się w temacie bądź podpowiedzieć możliwe rozwiązania, słyszałem że nie wolno czynić mentalnej rozgrywki, aby nie tworzyć napięć między mną, a kimś, kto był nośnikiem takich aktywności. To było zgodne z moim podejściem, ponieważ nie myślałem w stylu "odejdź od tej osoby", "nie życzę sobie..." czy cokolwiek podobnego. Po prostu wyobrażałem sobie spokój i radość, że dana osoba jest zdrowa i cieszy się dobrym życiem. Takie nastawienie to nie ingerencja, a tylko odbiór stanu, który wizualizowałem, jako faktyczny. W jednym przypadku tak było, kiedy chodziło o osobę znaną mi dobrze i lubianą przeze mnie. Z tego co wiem i czułem - wszystko wróciło do dobrej formy. Można też wizualizować sobie białe światło wydobywające się z nas i wysyłać życzenie tak dobrze nacechowane, jak tylko umiemy je sobie wyobrazić. Im częściej będziemy emanować taką energetyką, tym częściej będziemy przyciągać do siebie to, co najlepsze; a przy takim nastawieniu nie będzie miejsca dla energii, mówiąc eufemistycznie, niesprzyjających. To zasada kosmicznego przyciągania: "podobne przyciąga podobne". To dostrajanie się do wibracji, które powinny nam sprzyjać, bo po to żyjemy, aby doświadczać piękna tego świata. Jeśli więc dzieje się coś, co nie powinno się wydarzać, co nie koreluje z naszym widzeniem siebie i swojego życia, to znaczy, że trzeba bardziej zwrócić się ku ulepszeniu swojej energetyki. Sposobów jest wiele... Już samo to, że zwracamy uwagę na to, żeby pozytywnie mówić lub myśleć, jest super rozwiązaniem. Bardzo pomocna jest medytacja. Ale jeśli ktoś uważa, że najlepszą będzie modlitwa - niech się pomodli! A może jakieś rytuały magiczne, dzięki którym uspokoimy się i nabierzemy pewności siebie? Na pewno każdy znajdzie coś, co indywidualnie będzie mu odpowiadać.

8. Co sądzi Pan o realności istnienia istot znanych bardziej z baśni i legend niż z rzeczywistości takich jak elfy, krasnoludki, skrzaty itp.?

Ludzie są bardzo różni: mają różne światopoglądy, różny poziom wykształcenia, różny rodzaj zdrowia umysłowego. Mają różne przekonania, które z większą lub mniejszą siłą każą im patrzeć na świat tak, a nie inaczej. Czasami są to autorytety, którymi z jakichś powodów ślepo się sugerujemy, a czasem - nawet o tym nie wiedząc - zaśmiecamy sobie głowę strumieniami niepotrzebnych informacji docierających do nas z mediów. Konglomeraty tego wszystkiego, co wpływa na nasze postrzeganie świata, skutkują różnymi teoriami czy zasadami, które czasem zaczynają obowiązywać, jako te jedyne i najwłaściwsze. Jeśli sytuacja trafi na nazwisko naukowe, które ma ogromny szacunek w społeczeństwie, to nagle zaczyna się je cytować, powtarzać, niekiedy na ślepo i bez weryfikacji tego, co dane nazwisko powiedziało. Tak oto powstają różne opisy, terminy, teorie. Tak powstawały mity i legendy. Bo pamiętajmy, że nic nigdy nie powstaje samo. Za wszystkimi opisami, historiami, nazwami, zestawieniami, słownikami itd. stoi człowiek. Są więc tacy, dla których spotkanie z kosmitą mogło być spotkaniem z elfem, wróżką, krasnoludkiem; szczególnie gdy wychowywał się w takich rejonach, gdzie kultura tradycji i kultywacji podań i wierzeń jest silnie osadzona w społeczeństwie. Ktoś mógł się spotkać z kosmitą, ale np. jego umysł tak bardzo nie przyjmuje do wiadomości tego, co wydaje mu się nienormalne, że okoliczność taką na pewno uzna za początek jakiejś choroby psychicznej. A czy możliwe jest, że ktoś wyobraża sobie tak silnie spotkanie z duchem, krasnalem czy inną postacią, że jest przekonany o prawdziwości takiego spotkania? Uważam, że tak, bo umysł ludzki jest wciąż niepoznany. To wszystko, co widzimy, słyszymy i otrzymujemy, jako gotowy przekaz informacyjny jest już przez kogoś uformowane z powodu, który najprawdopodobniej pozostanie dla nas tajemnicą. I od nas zależy czy i w jaki sposób to przyjmiemy, co z tego zdecydujemy zaakceptować i w jaki sposób oraz czy w ogóle i komu przekazać. Oczywiście, niezależnie od tego, mogą istnieć byty zamieszkujące naszą planetę, które są tym, za co je się uważa, czyli wróżki, skrzaty, elfy. A może są to inne formy istnień ludzkich, które inkarnują w takiej właśnie półrzeczywistej formie; albo stoi za tym coś odmiennego, jakaś forma niepoznanej energii, która wpływa na niektóre umysły tworząc przekonanie, że to właśnie skrzat czy elf. A może jeszcze coś innego... Próżno dywagować na tematy, które są tak nieoczywiste. Ta nieoczywistość zaś bierze się ze zwykłej niewiedzy na temat tego gdzie żyjemy i co zawiera przestrzeń, której częścią jesteśmy. Dlatego uważam, że poznawanie, odkrywanie i szukanie odpowiedzi jest konieczne. A czy będą to odpowiedzi najbardziej prozaiczne, czy wykraczające poza nasze rozumienie - nie dowiemy się, jeśli nie spróbujemy na Wiedzę się otworzyć.

9. Podróże w czasie. Uważa Pan, że są możliwe?

Uważam, że tak, tylko człowiek jeszcze do tego nie dorósł. Jak już wspomniałem wcześniej: możliwe, że ktoś z przyszłości przemieszcza się z różnych powodów w nasz czas i nas obserwuje. Ktoś może pomyśleć, że plotę brednie, ale wystarczy pomyśleć ile razy tzw. nauka zmieniała swoje dogmaty pod wpływem nowych odkryć. Czyli coś wcześniej nie było do przyjęcia, ale potem okazywało się, że to "coś" zaczęło stanowić normę. Tak jest z odkrywaniem, drążeniem, stawianiem pytań. Taki jest po prostu nasz świat i taki jest człowiek, aby pytać, poznawać i robić więcej, lepiej, ciekawiej, efektowniej itd. Skoro więc od patyka znalezionego pod drzewem dotarliśmy do hologramów nieżyjących już ludzi, którzy właśnie koncertują po świecie oraz teleportacji cząstki z Ziemi na orbitę okołoziemską, to znaczy że podróże w czasie to tylko kwestia... czasu.

10. Może chciałby Pan przekazać coś co wydaje się panu dość istotne?

Chyba jedyną istotną rzeczą, jaką można podsumować naszą rozmowę, jest to, że... wszystko jest możliwe. Ale czy tak się wydarzy - zależne jest od nas samych. Mówili już starożytni: "takie życie twoje, jakie myśli". To związane jest z powiedzeniem, które kiedyś uznawałem za wyświechtany frazes, który niczemu nie służy: "Jeśli chcesz zmieniać świat - zacznij od siebie". Na szczęście od wielu lat wiem, o czym mówi. Jeśli chcemy, aby to, co zauważamy wokół siebie, było lepsze, zacznijmy sami robić tak, jak chcielibyśmy to widzieć. Narzekasz, że jest źle, że ludzie są do kitu, że nie ma pracy, że ci się nie chce? - to spróbuj na to, na co narzekasz, ale i na takiego siebie spojrzeć "z zewnątrz" i pomyśl: „kim jestem?”, „co robię dla siebie i innych” i „czy warto to robić dalej?”. Czy twoje kłótnie z najbliższymi sprawiają ci radość? Czy uważasz, że tylko ty jesteś super, a wszyscy dookoła są przeciwko tobie? Jeśli skierujesz swe myśli i życzenia na dobre tory, to prędzej czy później, ale zadzieje ci się lepiej. Lepiej nie znaczy, że jak na kogoś rykniesz mocniej, niż do tej pory, to nagle wszyscy będą się ciebie jeszcze bardziej słuchać. Ty możesz być lepszą osobą dla innych i dzięki tobie mogą zmienić się na lepsze wszyscy ci, którzy z tobą się stykają. Tylko nie bądź lepszy w byciu złym; bądź lepszy w byciu dobrym! I bądź konsekwentny w tym dobrym myśleniu i odczuwaniu, bo nie wystarczy pomyśleć czy odczuć raz. Chociaż… i jedno, dobrze i mocno wyrażone życzenie już może zmienić wiele! Jak nauczyć się wyrażać, życzenia? Czytajcie książki i artykuły na ten temat i doskonalcie się, bo tylko wy możecie najlepiej zaprojektować swoje życie.

Rozmawiał Piotr Gadaj 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz